autor: Tyler Durden
Przesłane przez Fringe Finance QTR
"Och, Oscary były wczoraj," powiedział mój przyjaciel, spacerując po mieście. Zauważyła, że w pobliskim barze telewizor był ustawiony na powtórkę ceremonii.
Zaskoczyło mnie, kto to powiedział. To osoba, która jest głęboko i duchowo zaangażowana w takie rzeczy jak to, co filmy są w kinach czy nowe fikcyjne programy telewizyjne. Kocha sztukę. Słucha jazzu. Chodzi na przedstawienia na Broadwayu. Ogląda każdy prestiżowy film, jaki tylko może, i regularnie komentuje, które media zdobyły jaką nagrodę. Śledzi plotki o celebrytach z uwagą watykańskiego archiwisty. Jej zainteresowania znajdują się dokładnie na styku wszystkiego, co Oscary rzekomo celebrują i w czym są zakorzenione.
A jednak całkowicie przegapiła galę wręczenia nagród.
To, w skrócie, jest problem. W ciągu ostatnich kilku lat Oscary cicho przeszły od bycia wydarzeniem kulturowym, czyli nocy, gdy cały świat rozrywki zatrzymywał się, by oglądać, do czegoś bliższego bankietowi branżowego, który od czasu do czasu pojawia się w telewizji. Ceremonia wciąż pojawia się z tą samą samoważnością, co w latach 90., ale kultura wokół niej się zmieniła. To, co kiedyś wydawało się wspólnym narodowym momentem, teraz przypomina wiec polityczny połączony z pokazem mody i desperacką próbą przemówień akceptacyjnych, by udowodnić, że IQ nie sięga dwucyfrowych.
Część problemu polega na tym, że filmy, które nagradza Akademia, są coraz bardziej niewidoczne dla oglądających w domu. Ceremonia wciąż mówi, jakby publiczność widziała każdego nominowanego, debatowała nad każdym występem i wyrobiła sobie pełne pasji opinie na temat kategorii zdjęcia. W rzeczywistości większość widzów może słyszała o jednym z filmów, mniej więcej rozpoznaje drugi, a trzeci przypadkowo obejrzała na pół oglądając go na telefonie podczas prania. Gdy największa nagroda roku trafia do filmu, z którym przeciętny widz nie miał z tym do czynienia w żaden znaczący sposób, to runda zwycięstwa wydaje się dziwnie prywatna, jak grupa osób z wewnątrz gratulujących sobie czegoś, czego reszta sali nie widziała.
Sam serial nie pomaga. Transmisja rozwinęła kryzys tożsamości w stroju formalnym. Co roku producenci zdają się zmagać z tym samym pytaniem: czy ceremonia wręczenia Oscarów ma świętować filmy, gonić oglądalność telewizyjną lub delikatnie pouczać widzów o znaczeniu kwestii humanitarnych? Efektem jest trzygodzinne widowisko, które sprawia, że jest jednocześnie desperacko pragnione uwagi i lekko rozgoryczone, że ktoś oczekuje od niego rozrywki. Są fragmenty trwające zbyt długo, muzyka, o którą nikt nie prosi, oraz niezręczne próby wytworzenia wiralowych momentów, które wykorzystują energię jak lodowy przełamacz korporacyjnych wyjazdów.
Tymczasem Oscary nie pełnią już centrum filmowego uniwersum tak jak kiedyś. Przez dekady ceremonia pełniła rolę swego rodzaju kulturowego sędziego, miejsca, gdzie branża zbierała się, by ogłosić, co uznaje się za wielki film roku. Ta władza została osłabiona. Dziś internet codziennie organizuje tysiące równoległych ceremonii wręczenia nagród. Krytycy publikują własne rankingi. Fani nieustannie dyskutują o aplikacjach filmowych. TikTok codziennie po południu wywołuje nowe fale dyskursu o filmie. Całe kanały na YouTube poświęcone są wyjaśnianiu, dlaczego Akademia popełniła błąd w 1997, 2013 lub zeszłym roku. Gdy koperty zostają otwarte w noc Oscarów, prawdziwe kłótnie o filmy już toczyły się gdzie indziej.
To, co zostało włożone, by wypełnić tę lukę, to coś innego: scena coraz częściej wykorzystywana do sygnalizacji politycznej. Przemówienia akceptacyjne przechodzą w manifesty aktywistyczne. Prezenterzy zatrzymują audycję, aby przekazać moralne wskazówki. Starannie wyreżyserowane momenty "ważności" są wstawiane między kategoriami, jakby sama ceremonia musiała uzasadnić swoje istnienie, udowadniając jej reprezentację czegoś większego niż filmy. Nie dla wojny! Jest taki odważny!
Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z przyczynami, czy nie, efekt jest nie do pomylenia. Oscary kiedyś sprzedawały ucieczkę od rzeczywistości i blask; Teraz często przypomina telewizyjne spotkanie wykładowców z lepszym oświetleniem.
I wreszcie, jest prosty fakt, że same filmy nie pojawiają się już w jednym wspólnym momencie kulturowym. Był czas, gdy kilka dużych premier dominowało w kinach i prawie wszyscy je widzieli. Ludzie kłócili się o te same kreacje, cytowali te same kwestie i mieli jasne wyobrażenie, które filmy definiowały ten rok. Teraz doświadczenie jest rozbite. Niektórzy nominowani pojawiają się krótko w kilku miastach, zanim przejdą do streamingu. Inne debiutują cicho na platformach, gdzie konkurują z tysiącami innych tytułów i algorytmem, który zdecydowanie woli skierować cię w stronę dokumentu o prawdziwej zbrodni.
Coraz częściej zauważam, ile nagród krąży po świecie, zwłaszcza w światach, które wydają się coraz bardziej oderwane od codziennych trosk osób rzekomo oglądających. Niezależnie od tego, czy to Klaus Schwab rozdaje trofea "Global Citizen", czy grupy branżowe wymyślające dla siebie nawzajem nowe wyróżnienia, coraz bardziej pojawia się poczucie, że ludzie z wyrafinowanych kręgów biją sobie brawo w coraz bardziej wyszukany sposób. Im bardziej ceremonialne staje się oklaski, tym trudniej zignorować różnicę między widowiskiem na scenie a problemami, z jakimi boryka się przeciętna rodzina w domu. Gdy osoby wręczające nagrody i ci, którzy je odbierają, zajmują tę samą, izolowaną orbitę, całość zaczyna przypominać mniej uznanie, a bardziej zamkniętą pętlę wzajemnego podziwu.
Ceremonia wciąż traktuje się jak szczyt kulturowy, podczas gdy coraz bardziej przypomina salę pełną osób z wewnątrz gratulujących sobie nawzajem, podczas gdy szersza publiczność odchodzi, by zająć się czymś innym.
Oscary wciąż zachowują się, jakby koronowały film, który wszyscy właśnie widzieli, ale jak u innych "circle jerder", coraz częściej to tylko widzowie je widzieli. Coraz bardziej widzowie są jak mój przyjaciel, przechodzący obok baru, podczas którego ceremonia odtwarzana jest w telewizji, spogląda na ekran na sekundę i z lekkim zaskoczeniem mówi: "A, racja. To było wczoraj."
Teraz przeczytaj:
- Obecnie bardzo uważnie obserwuję trzy mikrospółki
- Kryzys kredytów prywatnych się rozprzestrzenia
- Dlaczego mam wątpliwości co do "następnego globalnego kryzysu finansowego"
- Moment spalonej ziemi Jerome'a Powella?
- Nieuchronność samochodów autonomicznych
- Fed powinien utrzymać stopy procentowe na stałym poziomie w marcu
Zastrzeżenie QTR: Proszę przeczytać moje pełne zastrzeżenie prawne na stronie O mnie tutaj. Ten post wyraża wyłącznie moje opinie. Dodatkowo, proszę zrozumieć, że jestem idiotą i często coś mylię oraz tracę pieniądze. Mogę być właścicielem lub zawierać transakcje w dowolnych nazwiskach wymienionych w tym tekście w dowolnym momencie bez ostrzeżenia. Posty współtwórców i posty zagregowane zostały przeze mnie wybrane, nie zostały zweryfikowane i są opiniami ich autorów. Albo są przesyłane do QTR przez autora, wznawiane na licencji Creative Commons, z moimi najlepszymi staraniami, by spełnić wymagania licencji, albo za zgodą autora.
To nie jest rekomendacja kupna ani sprzedaży akcji czy papierów wartościowych, to tylko moje opinie. Często tracę pieniądze na pozycjach, w których handluję/inwestuję. Mogę dodać dowolne nazwisko wymienione w tym artykule i sprzedać każde nazwisko wymienione w tym artykule w dowolnym momencie, bez dalszego ostrzeżenia. To wszystko nie jest zachętą do kupna lub sprzedaży papierów wartościowych. Możliwe, że nie jestem właścicielem nazwisk, o których piszę i które obserwuję. Czasem jestem byczy, nie posiadając czegoś, czasem jestem niedźwiedzi i robię własne rzeczy. Załóżmy, że moje stanowiska mogą być dokładnie odwrotne niż myślisz, na wszelki wypadek. Jeśli jestem długi, mogę być szybko krótki i odwrotnie. Nie będę aktualizować swoich stanowisk. Wszystkie stanowiska mogą zmienić się natychmiast po opublikowaniu tego tekstu, z wypowiedzeniem lub bez, a w dowolnym momencie mogę być długi, krótki lub neutralny w dowolnym przypadku. Jesteś zdany na siebie. Nie podejmuj decyzji na podstawie mojego bloga. Jestem na marginesie. Jeśli zobaczysz jakiekolwiek liczby i kalkulacje, załóż, że są błędne i sprawdź je jeszcze raz. Oblałem algebrę w ósmej klasie, a moje osiągnięcia z matematyki w liceum dopełniłem oceną D- z rachunku różniczkowego w ostatnim roku, zanim zostałem anglistyką na studiach, żeby łatwiej sobie z tym radzić.
Wydawca nie gwarantuje dokładności ani kompletności informacji zawartych na tej stronie. To nie są opinie żadnego z moich pracodawców, partnerów ani współpracowników. Starałam się być szczera w swoich ujawnieniach, ale nie mogę zagwarantować, że mam rację; Czasem piszę takie wpisy po kilku piwach. Edytuję po publikacji postów, bo jestem niecierpliwy i leniwy, więc jeśli zobaczysz literówkę, wróć za pół godziny. Poza tym po prostu często się mylę. Wspominam o tym dwa razy, bo to naprawdę ważne
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.zerohedge.com/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz