piątek, 15 maja 2026

"Patriotyczny protest czy marsz nienawiści? Czym jest „Unite the Kingdom”? Tysiące policjantów zostanie skierowanych do Londynu na wiec Tommy’ego Robinsona."

 Published 15 May, 2026 14:10

Protesters cross Westminster bridge holding aloft Union Jack flags during Tommy Robinson's 'Unite the Kingdom' rally in London, England, September 13, 2025
Supporters of Tommy Robinson assemble for the 'Unite the Kingdom' march in London, England, September 13, 2025
A supporter of Tommy Robinson marches towards Westminster Bridge during the 'Unite the Kingdom' rally in London, England, September 13, 2025

Liczby te wypadały blado w porównaniu z 423 aresztowaniami dokonanymi dwa tygodnie wcześniej podczas Notting Hill Carnival – corocznego święta kultury czarnoskórych i karaibskiej w Londynie. 

Przemoc podczas wydarzeń w Notting Hill nie doczekała się niemal żadnego oddźwięku w mediach, podczas gdy nagłówki opisujące manifestację „Unite the Kingdom” głosiły: „Protestujący Tommy’ego Robinsona atakują policję” oraz „Pokaz siły skrajnej prawicy zmusza londyńską policję do desperackiego okrążania kontrmanifestantów”.


Kim jest Tommy Robinson?

Tommy Robinson attends the Unite The Kingdom rally in London, England, September 13, 2025

Partia Reform UK Nigela Farage’a okazała się największym zwycięzcą wyborów lokalnych, zdobywając 1492 mandaty – niemal tyle samo, ile straciła Partia Pracy.

 Dla Starmera widok dziesiątek tysięcy prawicowców maszerujących przez Londyn stanowi jedynie dodatkowe upokorzenie.


Jak rząd przygotowuje się do manifestacji?

W sobotę Robinson i jego zwolennicy zmierzą się z bezprecedensową obecnością policji.

 Na ulicach stolicy zostanie rozmieszczonych około 4000 funkcjonariuszy Metropolitan Police w pełnym rynsztunku prewencyjnym, a uzbrojone jednostki szybkiego reagowania pozostaną w stanie gotowości. 

Do akcji wkroczą jednostki konne i przewodnicy z psami służbowymi, a także detektywi działający pod przykryciem; do monitorowania tłumów z powietrza wykorzystane zostaną natomiast drony.


W miejscach, w których – jak przewidują służby – uczestnicy zgromadzą się przed rozpoczęciem manifestacji, zainstalowane zostaną kamery z systemem rozpoznawania twarzy.

 Będą one „porównywać twarze przechodniów z twarzami osób figurujących na specjalnej liście obserwacyjnej” – poinformował podczas środowej konferencji prasowej rzecznik policji James Harman.


„Jeśli podczas manifestacji padną słowa noszące znamiona mowy nienawiści, my – policja – podejmiemy interwencję” – dodał Harman, ostrzegając, że „zarówno mówcy, jak i organizatorzy poniosą konsekwencje, jeśli do tego dojdzie”.

Starmer zakazał wjazdu do Wielkiej Brytanii jedenastu mówcom, w tym belgijskiemu politykowi nacjonalistycznemu Filipowi Dewinterowi, holenderskiej aktywistce Evie Vlaardingerbroek oraz amerykańskiej komentatorce wspierającej ruch MAGA, Valentinie Gomez. 

„Nie pozwolimy, aby ludzie przyjeżdżali do Wielkiej Brytanii, by zagrażać naszym społecznościom i szerzyć nienawiść na naszych ulicach” – oświadczył w poniedziałkowym przemówieniu, określając osoby objęte zakazem mianem „skrajnie prawicowych agitatorów”.


„Starmer właśnie przyznał, że zakazał mnie – oraz innym komentatorom – podróży do Wielkiej Brytanii, ponieważ mielibyśmy »cować społeczności«” – skomentowała zakaz Vlaardingerbroek. 

„Tymczasem masowa migracja z krajów Trzeciego Świata mu nie przeszkadza, gdyż cofa ona jedynie tę jedną społeczność, o którą on nie dba ani trochę: rdzenną białą ludność”.

Czy przewidziano kontrprotest?

Poprzednie wiece organizacji „Unite the Kingdom” spotykały się z obecnością mniejszych grup lewicowych kontrprotestujących. 

W tym roku marsz ten odbywa się tego samego dnia, co propalestyński wiec z okazji „Dnia Nakby” – wydarzenia upamiętniającego wypędzenie Palestyńczyków z ich terytoriów, leżących obecnie w granicach państwa Izrael.


Marsz z okazji Dnia Nakby nie został zorganizowany jako sprzeciw wobec „Unite the Kingdom”, choć niektóre grupy biorące udział w propalestyńskim wiecu deklarują, że czynią to zarówno, by wesprzeć sprawę palestyńską, jak i by sprzeciwić się „marszowi nienawiści” Robinsona.

Policja Metropolitalna nie będzie skanować uczestników protestów z okazji Dnia Nakby za pomocą kamer rozpoznawania twarzy, choć Harman ostrzegł, że przemawiający oraz uczestnicy zgromadzenia „poniosą konsekwencje”, jeśli użyją „pełnych nienawiści” haseł, takich jak „intifada” czy „śmierć dla IDF”.


Zwolennicy ruchu „Unite the Kingdom” oskarżyli Starmera oraz policję metropolitalną o stosowanie „policji dwutorowej” – polegającej na używaniu wobec nich surowszych środków niż wobec kontrmanifestantów.


Jednakże ograniczenia wolności słowa, zastosowane wobec obu zgromadzeń, ilustrują, dlaczego Starmer jest tak głęboko znienawidzony zarówno przez prawicę, jak i lewicę.

 Po podjętych w 2024 roku zdecydowanych krokach przeciwko wypowiedziom antyimigracyjnym, Starmer uznał organizację Palestine Action za ugrupowanie terrorystyczne, doprowadził do aresztowania tysięcy protestujących wyrażających poparcie dla tej organizacji, a także wezwał do „policyjnego nadzoru nad językiem” oraz zakazania protestów antyizraelskich.


Jeśli istnieje jakikolwiek wspólny mianownik łączący uczestników marszu Tommy’ego Robinsona z tłumem zwolenników Palestyny, to jest nim wzajemna niechęć do rządu Starmera – niechęć, która w ten weekend w Londynie zostanie w pełni wyeksponowana.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/640031-tommy-robinson-unite-the-kingdom/

"Polityka Trumpa oznacza, że ​​Europa jest „osamotniona” – były szef EBC Polityka USA pod rządami prezydenta Donalda Trumpa staje się coraz bardziej „konfrontacyjna i nieprzewidywalna” – ostrzegł Mario Draghi. "

 Published 15 May, 2026 09:24

Trump policies mean Europe is ‘alone’ – ex-ECB chief



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/640019-trump-policies-europe-alone-draghi/

" "Zepchnięty do biedy": Kryzys walutowy w Somalii pozostawia traderów z bezwartościową gotówką "

 autor: Tyler Durden

Piątek, 15 maja 2026 - 10:15

Przez dekady Muse Omar Jama zarabiał na życie wymieniając waluty na targu Bakara w Mogadiszu, gdzie klienci ustawiali się w kolejce, by wymieniać somalijskie szylingi na dolary i pieniądze mobilne. Teraz jego biuro jest niemal ciche, a sejfy wokół niego są wypełnione gotówką, której nikt nie chce, według The Guardian.

Problem zaczął się, gdy handlowcy w Somalii przestali przyjmować zużyte banknoty szylingowe, twierdząc, że banknoty są zbyt uszkodzone, by je używać. Bojkot szybko rozprzestrzenił się na sklepy, autobusy i firmy w całym kraju, niszcząc wartość oszczędności przechowywanych w lokalnej walucie. Jama opisuje szok bez ogródek: "To tak, jakbyśmy zbankrutowali z dnia na dzień."

Nie może już wymienić stosów szylingów ułożonych w jego biurze na dolary amerykańskie, a wielu byłych klientów odchodzi z pustymi rękami. "Muszę ich odrzucić, bo moje sejfy, półki i stoły są już pełne somalijskich szylingów," mówi.

Zdjęcie: The Guardian

The Guardian pisze, że kryzys odzwierciedla długotrwałą transformację Somalii w kierunku gospodarki opartej na dolarze. Kraj nie drukuje nowych banknotów od czasu obalenia dyktatora Siada Barre w 1991 roku, kiedy bank centralny upadł. Od tego czasu dolary amerykańskie, przekazy pieniężne przesyłane przez sieci hawala oraz płatności mobilne coraz częściej zastępują lokalną walutę.

Skutki te najbardziej dotknęły biedne gospodarstwa domowe. Ceny podstawowych artykułów, takich jak żywność, leki i transport, gwałtownie wzrosły — jedna mała torebka mleka w proszku podobno podwoiła swoją cenę. Jama teraz do pracy pokonuje pięć kilometrów, ponieważ autobusy już nie przyjmują szylingów.

Sprzedawczyni warzyw Asha Ali Ahmed mówi, że zmiana zaszkodziła także drobnym handlarzom. Rolnicy w Afgoye teraz żądają płatności mobilnych, co podnosi ceny produktów na rynkach Mogadiszu. Z powodu suszy, która już niszczy uprawy, wielu klientów nie stać już na podstawowe zakupy spożywcze.

Według Światowego Programu Żywnościowego, około 6,5 miliona osób w Somalii zmaga się z silnym głodem, podczas gdy 2 miliony dzieci poniżej piątego roku życia cierpią na ostre niedożywienie.

Rząd federalny uznał odmowę somalijskich szylingów za przestępstwo, ale wielu handlarzy wątpi, czy jest w stanie wyegzekwować ten nakaz. Jama pozostaje pesymistyczny: "Miliony będą cierpieć... Więcej rodzin zostanie pogrążonych w biedzie."



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.zerohedge.com/

"Unitree przedstawia prawdziwego robota transformera. Kosztuje tylko 650 000 dolarów "

 utor: Tyler Durden

Piątek, 15 maja 2026 - 05:00

Chińska firma robotyczna Unitree, znana z robotów psów i humanoidów, zaprezentowała gotowy do produkcji "załogowy mecha": dużą maszynę robotyczną pilotowaną przez człowieka.

Unitree napisało na X, że załogowy mecha kosztuje 650 000 dolarów i waży tyle co samochód. Dwunożnym mechem steruje ludzki operator siedzący w jego wnętrzu.

Maszyna wygląda jak coś z filmu science fiction. I przemienia się w gigantycznego robo-psa.

Chińskie media Global Times poinformowały, że prezes Unitree Robotics, Wang Xingxing, pilotował dwunożny mecha w filmie promocyjnym, nazywając go "pierwszym na świecie gotowym do produkcji załogowym mechem".

"Scenariusze zastosowań produktów Unitree mają głównie na celu zmianę sposobu naszej pracy. Na przykład nasze roboty mogą być używane w środowiskach wysokiego ryzyka i trudnych warunkach" – powiedział Huang Jiawei, pracownik zespołu marketingowego w Unitree.

Jiawei kontynuował: "Na tym etapie nasze czworonożne roboty B2 i A2 są już stosowane w scenariuszach konsumenckich i inspekcji. Dzięki wykorzystaniu robotów mamy nadzieję poprawić efektywność pracy i zoptymalizować sposób pracy ludzi."

"Produkt jest na tym etapie wciąż w pierwszej generacji i rzeczywiście jest dużo miejsca na wyobraźnię," powiedział.

Możemy użyć wyobraźni. Ten robot ostatecznie będzie miał podwójne zastosowanie i trafi na nowoczesne pole bitwy.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.zerohedge.com/

"Wielka Brytania obecnie pilnuje przestępstw myślowych "

 autor: Tyler Durden

Piątek, 15 maja 2026 - 09:30

Autor: Ciaran Kelly za DailySceptic.org,

Jeśli chcesz zobaczyć, jak bardzo Wielka Brytania oddaliła się od swojego liberalnego dziedzictwa, pomyśl o widowisku 78-letniego dziadka i emerytowanego pastora, którzy są ostrzeżeni przez policję, że nie wolno mu głosić Biblii w przestrzeni publicznej. Jego przestępstwem nie było nękanie, utrudnianie ani zastraszanie. Recytował i komentował werset, którego wielu nauczyło się jako dzieci: "Bo Bóg tak kochał świat..."


Rzekomym przestępstwem Clive'a Johnstona było naruszenie "strefy buforowej" wokół szpitala, w którym mieści się klinikę zdrowia seksualnego, gdzie przeprowadza się aborcje – mimo że była to niedziela po południu, kiedy nie było zaplanowanych aborcji, a on nie wspomniał o aborcji, ani o macierzyństwie, ani o dzieciach.

Stan utrzymuje, że ryzykował "wpływanie" na każdego, kto odwiedza klinikę w związku z aborcją lub kogokolwiek tam pracującego – przestępstwo zagrożone grzywną. Został oskarżony i w tym tygodniu uznany za winnego.

W tym momencie warto jasno powiedzieć: to już nie dotyczy kulturowej debaty na temat etyki aborcji.

Chodzi o to, czy państwo może decydować, które idee są dozwolone w przestrzeni publicznej, a które muszą pozostać ograniczone do sfery prywatnej. Na nagraniach z początkowej konfrontacji z policją, które krążą teraz na X, policjant dosłownie mówi Johnstonowi, że jego poglądy religijne powinny być wyrażane tylko w "bezpiecznym" miejscu, takim jak kapelaństwo – a nie na ulicy, gdzie każdy przechodzący mógłby usłyszeć.

Sprawa Johnstona to najnowszy przykład wzorca, który narastał od lat: powolna, ale wyraźna próba zawężenia przestrzeni, w jakiej chrześcijanie, w szczególności, mogą wyrażać swoje przekonania.

Weźmy kapelana szkolnego, dr Bernarda Randalla, o którym zlecono Prevent za omawianie chrześcijańskiego nauczania podczas apelu szkolnego. Albo liczni kaznodzieje uliczne usuwani z miejsc publicznych tylko za to, że mówili o Chrystusie. Albo rosnąca lista osób przesłuchiwanych przez policję wyłącznie w cichej modlitwie w "strefach buforowych" – przypadkach, w których nie padło żadne słowo, nie pokazywano żadnych znaków, nie wszczęto żadnych interakcji. Sama możliwość wewnętrznej dewiacji wiary, jak się wydaje, jest teraz wystarczająca, by wzbudzić oficjalne obawy.

Wprowadzono "strefy buforowe" dotyczące aborcji z uzasadnionym celem: ochroną kobiet przed molestowaniem w wrażliwym momencie. Niewielu sprzeciwiałoby się temu celu (choć był już odpowiednio chroniony przez istniejące przepisy zakazujące molestowania). Ale jak wiele dobrze intencjonowanych środków, prawo jest rozciągane poza swój pierwotny cel. Jeśli "wpływ" można wywnioskować z samego aktu wyrażania wiary chrześcijańskiej – niezależnie od tego, co faktycznie jest powiedziane i czy dotyczy to aborcji – to już nie kontrolujemy zachowań, lecz hipotetyczny wpływ idei. Mówiąc wprost, to my pilnujemy myślenia.

Gdy elastyczne pojęcie "wpływu" staje się przestępstwem, jego implikacje są trudne do opanowania. Jeśli słowa mówione są podejrzane, co z samą obecnością osoby o określonym przekonaniu? Jeśli głoszenie z Biblii uznaje się za zbyt wpływowe, to co z kimś w okolicy noszącym chrześcijański krzyż lub nawet hidżab? Czy to mogłoby zniechęcić kobietę do aborcji, ponieważ zna zastrzeżenia wobec aborcji oparte na wierze, a więc jest to przestępstwo? Jeśli wpływ jest definiowany tak subiektywnie, to niemal każde wyrażenie wiary staje się w oczach kogoś potencjalnym przestępstwem.

Założenie prawa zakazującego "wpływu" zamiast "przymusu" czy "nękania" jest absurdalne. Sugeruje to, że nie wszyscy jesteśmy na co dzień wzajemnie wpływani. Nie jest niemoralne zmieniać zdanie na dany temat – a wręcz protekcjonalne jest zakładać, że członkowie społeczeństwa są tak słabomyślni, że obecność osoby o innym poglądzie mogłaby wyrządzić realną krzywdę.

Wielka Brytania wykształciła nawyk stawiania unikania przestępstw ponad ochronę wolności. Od rozprzestrzeniania się "incydentów nienawiści niezwiązanych z przestępstwami" po kontrolę wypowiedzi na kampusach uniwersyteckich, kierunek ruchu był nie do pomylenia: mniej ryzyka dyskomfortu kosztem mniejszej wolności.

Strefy buforowe to po prostu najnowsza i najbardziej nieproporcjonalna granica. Obecnie testowane jest nie tylko granica akceptowalnego zachowania, ale granica akceptowalnego przekonania. Nie trzeba dzielić teologii Clive'a Johnstona, by dostrzec niebezpieczeństwo.

Kraj, który mówi swoim obywatelom, że ich wiara należy tylko do wyznaczonych "bezpiecznych stref", nie chroni pluralizmu, lecz aktywnie go demontuje.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.zerohedge.com/

"Zielony Ład Europy się rozpada "

 autor: Tyler Durden


Autor: Mohamed Moutii, American Institute for Economic Research (AIER)

W ciągu ostatniej dekady Europa odegrała wiodącą rolę w kształtowaniu globalnej polityki klimatycznej, co podkreśla wprowadzenie Europejskiego Zielonego Ładu w 2019 roku — Ursula von der Leyen określiła go jako "moment człowieka na Księżycu". Inicjatywa ma na celu uczynienie Europy pierwszym na świecie kontynentem neutralnym klimatycznie do 2050 roku, jednocześnie wspierając innowacje i wzmacniając jej bazę przemysłową.

Jednak kilka lat później wyniki są głęboko rozczarowujące. Zamiast osiągnąć swoje cele, Zielony Ład coraz częściej kojarzy się z wyższymi kosztami energii, osłabioną konkurencyjnością i narastającym sprzeciwem politycznym. Pogłębiło podziały w UE, napięło stosunki globalne i zwiększyło presję na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa — budząc poważne wątpliwości co do jego wykonalności i długoterminowego wpływu gospodarczego.

Jak zielona ideologia podważa gospodarkę Europy

Stagnacja gospodarcza Europy wskazuje na głębszy problem strukturalny w strategii energetyczno-klimatycznej — ściśle powiązany z kierunkiem wyznaczonym przez Europejski Zielony Ład. Od momentu uruchomienia konkurencyjność gwałtownie się osłabła, a jej sednem są gwałtowne rosnące koszty energii. Ceny energii elektrycznej w Europie są obecnie dwa do trzech razy wyższe niż w Stanach Zjednoczonych i Chinach, a podatki stanowią niemal jedną czwartą całkowitych kosztów.

Te wyniki w dużej mierze wynikają z wyborów politycznych. Wiążące cele UE — neutralność netto do 2050 roku i redukcja emisji o 55 procent do 2030 roku — ograniczają podaż energii, mimo że Europa odpowiada za jedynie sześć procent globalnych emisji. Jednocześnie stopniowe wycofywanie jądrowej, ograniczenie gazu i poleganie na odnawialnych źródłach osłabiły bezpieczeństwo energetyczne i zwiększyły zmienność cen. Dla przemysłu — gdzie energia może stanowić nawet 30 procent całkowitych kosztów produkcji — to, w połączeniu z ceną emisji dwutlenku węgla, stało się kluczowym ograniczeniem, zmuszając firmy do ograniczania produkcji, przenoszenia lub zamykania, co przyspiesza deindustrializację na całym kontynencie.

Przemysł motoryzacyjny wyraźnie ilustruje te presje: reprezentując ponad 7 procent PKB UE i prawie 14 milionów miejsc pracy, sektor ten jest pod presją ze strony zakazu silników spalinowych z 2035 roku, co wymusza szybkie przejście na pojazdy elektryczne pomimo nierozwiązanych wyzwań technologicznych i ograniczeń rynkowych. Jak ostrzegał CEO Mercedes-Benz, Ola Källenius, polityka ta grozi doprowadzeniem sektora "do ściany na pełnej prędkości". Konsekwencje dla sektora są już widoczne: spadająca produkcja, rosnąca restrukturyzacja i znacząca utrata miejsc pracy — 86 000 miejsc pracy od 2020 roku, a do 2035 roku zagrożonych jest nawet do 350 000 kolejnych — podczas gdy zaostrzenie regulacji ma zmniejszyć zyski o siedem do ośmiu procent do 2030 roku, co popycha sektor ku stratom i osłabi europejskie liderstwo motoryzacyjne.

Rolnictwo stało się także jedną z najwyraźniejszych ofiar Zielonego Ładu. Surowsze przepisy dotyczące emisji, użytkowania gruntów, pestycydów i nawozów podnoszą koszty i zwiększają zmienność plonów, co najbardziej dotyka drobnych rolników i przyspiesza konsolidację dużych przedsiębiorstw rolnych. Cele takie jak ograniczenie stosowania pestycydów o 50 procent i rozszerzenie rolnictwa ekologicznego niosą znaczne spadki produkcji, zagrażając zarówno życiu na obszarach wiejskich, jak i bezpieczeństwu żywnościowemu. Zamiast umożliwiać rolnikom innowacje i poprawę wydajności, te polityki ograniczają produkcję — podsycają powszechne protesty i osłabiają zarówno konkurencyjność, jak i zrównoważony rozwój.

Razem wzięte presje nie są odosobnione — odzwierciedlają szersze obciążenie gospodarcze. Komisja Europejska szacuje, że transformacja będzie wymagała co najmniej 260 miliardów euro dodatkowych inwestycji rocznie, a całkowite koszty sięgnącą nawet 12 procent PKB UE — obciążenie, które jest coraz trudniejsze do utrzymania dla europejskiej gospodarki.

Problem centralnego planowania Zielonego Ładu

Napięcie ekonomiczne przekłada się teraz na polityczną reakcję. W ostatnich latach sprzeciw wobec Europejskiego Zielonego Ładu gwałtownie wzrósł na całym kontynencie — od rolników i grup przemysłowych po wyborców i partie polityczne. Wybory do UE w 2024 roku potwierdziły to, co już było jasne: niegdyś dominujący zielony konsensus się rozpada. W odpowiedzi Bruksela zaczęła po cichu cofać kluczowe elementy polityki — osłabiając regulacje, wprowadzając luki prawne, a nawet unikając samego terminu "Zielony Ład". To, co było przedstawiane jako historyczna przemiana, teraz się rozpada.

Ten sprzeciw odzwierciedla głębszą porażkę. Chociaż UE przeznaczyła 680 miliardów dolarów w latach 2021–2027 — ponad jedną trzecią swojego budżetu — Zielony Ład przyniósł jedynie umiarkowane poprawy środowiskowe, jednocześnie nakładając poważne obciążenie gospodarcze na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa, które obecnie stoją w obliczu wyższych cen energii, podatków i presji regulacyjnej.

Problemem nie jest tylko wykonanie — problem jest strukturalny. Zielony Ład opiera się na scentralizowanym planowaniu, aby zarządzać złożoną transformacją energetyczną, mimo że decydenci nie mają wystarczających informacji ani zachęt, by robić to skutecznie. Główną wadą jest odrzucenie neutralności technologicznej. Czołowi producenci wspierają mieszankę paliw elektrycznych, hybrydowych, wodorowych i e-paliw, aby swobodnie konkurować i umożliwić powstawanie efektywnych rozwiązań, a jednocześnie Bruksela wymusza jedną ścieżkę — skutecznie decydując, które technologie przetrwają i marginalizując branżową ekspertyzę.

W takim systemie skutki są przewidywalne: niewłaściwa alokacja, zniekształcona konkurencja i kosztowne porażki. Te zniekształcenia potęgują restrykcyjne środowisko regulacyjne Europy, gdzie wewnętrzne bariery na jednolitym rynku UE wynoszą 44-procentową taryfę na towary i 110-procentową na usługi, co dodatkowo ogranicza efektywność i innowacyjność.

Niemcy wyraźnie ilustrują te dynamiki. Od dawna uważany za lidera zielonej transformacji Europy, jej Energiewende — rozszerzanie odnawialnych źródeł energii przy jednoczesnym wycofywaniu jądrowej — kosztowało od 2002 roku około 800 miliardów dolarów, a mimo to przyniosło jedynie umiarkowane rezultaty i sprawiło, że niemiecki przemysł płacił nawet pięciokrotnie więcej za energię elektryczną niż amerykańscy konkurenci. Znaczna część postępu w zakresie odnawialnych źródeł energii została zniweczona przez zamknięcie elektrowni jądrowych o zerowej emisji. Szacunki sugerują, że utrzymanie mocy jądrowej mogłoby osiągnąć 73-procentową redukcję emisji przy połowie kosztów, co podkreśla ograniczenia polityki napędzanej ideologicznie.

Porównanie ze Stanami Zjednoczonymi jest pouczające. W USA emisje spadły, mimo że gospodarka od 1990 roku podwoiła się — głównie przez siły rynkowe, zwłaszcza przejście na tańszy gaz ziemny i rozwój odnawialnych źródeł energii. To połączenie zmniejszało emisje, nie nakładając przy tym porównywalnych kosztów. Europa natomiast stosuje bardziej sztywne, polityczne podejście, które podniosło ceny i osłabiło wzrost.

Głębsza lekcja Zielonego Ładu jest taka, że polityka klimatyczna nie może odnieść sukcesu, jeśli porzuca zasady, które uczyniły Europę dostatnią: wolną przedsiębiorczość, otwarte rynki, innowacje prywatne i ograniczony rząd. Transformacji energetycznej nie da się zaprojektować poprzez scentralizowane planowanie, dotacje i polityczne mandaty. Innowacje wyłaniają się z konkurencji, eksperymentów i sygnałów rynkowych — a nie z rządów dyktujących wyniki technologiczne.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.zerohedge.com/

"BBC przeprasza za upolitycznienie reakcji Farage’a na zabójstwo Henry’ego Nowaka Nadawca fałszywie stwierdził, że lider Reform UK wzywał do „białej, zimnej furii” w związku z zabójstwem studenta."

 Published 4 Jun, 2026 12:01 Lider Reform UK, Nigel Farage © Getty Images / Ryan Jenkinson Stacja BBC została zmuszona do wydania przeprosin...