sobota, 30 maja 2026

"Oto niebezpieczny mit, który trzyma Amerykę jako zakładnika. Globalna dominacja Waszyngtonu stała się jego własną pułapką ze smoły."

Zaktualizowano 30 maja 2026 r., godz. 05:22


Autor: Timofiej Bordaczew, dyrektor programowy Klubu Wałdajskiego

This is the dangerous myth holding America hostage

Rosja, Chiny i wiele innych państw postrzega ten proces z mieszanymi uczuciami.


 Żadne z nich nie jest zainteresowane nagłym upadkiem amerykańskiej potęgi, a tym bardziej upadkiem samego państwa amerykańskiego, gdyż od stulecia Stany Zjednoczone stanowią kluczowy czynnik globalnego rozwoju oraz wielkiej gry dyplomatycznej. 

Ich nagłe zniknięcie nie przyniosłoby wolności, lecz raczej chaos.


Jednocześnie oczywiste jest, że walka Ameryki o utrzymanie hegemonii ją osłabia, lecz procesu tego nie da się tak po prostu odwrócić.

 Stany Zjednoczone próbują zreformatować swoją globalną obecność, ponieważ nie dysponują już zasobami niezbędnymi do podtrzymania modelu zaangażowania, jaki ukształtował się w drugiej połowie XX wieku. 

Ich model gospodarczy nie wykazuje niemal żadnych oznak zdolności do transformacji koniecznej do przywrócenia „złotych lat” globalnego przywództwa.

 Odwoływanie się do nowoczesnych technologii – jakkolwiek głośno by je reklamowano – wygląda raczej na doraźne środki służące uniknięciu głębszych zmian niż na rzeczywistą odnowę amerykańskiej potęgi.


Rosja, Chiny i wiele innych państw obserwuje zatem wewnętrzne trudności Ameryki z pewną satysfakcją. 

Oczekują one, że stopniowe osłabianie się pozycji USA umożliwi z czasem prowadzenie rozmów z Waszyngtonem na bardziej równych warunkach oraz sformalizowanie sprawiedliwszego ładu światowego.


Chiny wyrażają to stanowisko najdobitniej, a w porównaniu z Rosją Pekin znajduje się w znacznie bardziej komfortowej sytuacji.

 USA pozostają głęboko powiązane z Chinami gospodarczo, a zatem zachowują ostrożność w podejmowaniu działań, które byłyby w istocie wrogie;

ponadto Azja Wschodnia nie boryka się z problemem specyficznym dla Europy – brakuje tam bowiem amerykańskich sojuszników równie skorych, co niektóre państwa europejskie, do eskalowania napięć dla własnych celów politycznych.


Chiny przyzwyczaiły się również do obecności znacznych sił zbrojnych USA w pobliżu swoich granic. 

Nawet kwestia Tajwanu – choć politycznie drażliwa – nie jest w Pekinie postrzegana jako nierozwiązywalny problem militarny;

 chińscy przywódcy zdają się bowiem przekonani, że w razie konieczności zdołaliby rozstrzygnąć tę sprawę siłą.

 Na chwilę obecną ich strategia opiera się na powściągliwości, obserwowaniu, jak USA wyczerpują swoje zasoby, unikaniu niepotrzebnych konfrontacji oraz osiągnięciu zwycięstwa bez konieczności staczania bitwy.


Podejście to znajduje odzwierciedlenie w chińskiej retoryce dotyczącej „kluczowych interesów”.

 Pekin daje do zrozumienia, że ​​podejmie zdecydowane działania jedynie wówczas, gdy kryzysy dotkną jego bezpośredniego otoczenia strategicznego.

Choć niektórzy obserwatorzy krytykują tę powściągliwość, władze chińskie nie wydają się tymi głosami szczególnie przejęte.

Jednak długofalowa strategia Chin nie jest pozbawiona niebezpieczeństw, a największe ryzyko polega na tym, że Japonia i Korea Południowa mogą ostatecznie dążyć do pozyskania własnych środków odstraszania nuklearnego, jeśli amerykańska potęga będzie nadal słabnąć. 

Gdyby do tego doszło, Chiny stanęłyby w obliczu problemu strategicznego znacznie poważniejszego niż kwestia Tajwanu.

 Pekin jest również narażony na szkody wynikające z nieprzewidywalnych działań Ameryki w sferze gospodarki globalnej, ponieważ wewnętrzna stabilność Chin opiera się na rosnącym dobrobycie ludności, a dobrobyt ten w dużej mierze zależy od handlu zagranicznego oraz powiązań przemysłowych.

 Im bardziej Waszyngton destabilizuje gospodarkę światową, tym wyższe są bezpośrednie i pośrednie koszty ponoszone przez Chiny.


Również dla Rosji działania Ameryki niosą ze sobą zarówno strategiczne szanse, jak i poważne zagrożenia. 

Osłabienie amerykańskiej kontroli nad Europą mogłoby – paradoksalnie – uczynić Europę Zachodnią miejscem bardziej niebezpiecznym;

 jej elity, pozbawione wyraźnego amerykańskiego nadzoru, mogą bowiem ulec pokusie podjęcia jeszcze bardziej lekkomyślnej konfrontacji z Moskwą. 

Jesteśmy już świadkami poważnej militaryzacji, nieustannych dyskusji o wojnie oraz celowego podsycana antyrosyjskiej histerii na całym kontynencie.


Nie można wykluczyć, że dalszy spadek amerykańskich wpływów wśród sojuszników stanie się czynnikiem wyzwalającym niebezpieczną eskalację w Europie. 

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że sami Amerykanie coraz częściej dają do zrozumienia, iż nie zamierzają dłużej ponosić pełnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoich tradycyjnie lekkomyślnych partnerów.


Bolesne są również konsekwencje gospodarcze. Presja wywierana przez USA na gospodarkę globalną – w połączeniu z licznymi sankcjami nałożonymi na Rosję – wywołała skutki negatywne, choć bynajmniej nie tak dotkliwe, jak oczekiwał tego Waszyngton. Rosja zdołała się przystosować, lecz ponoszone koszty pozostają realne.


Tym samym gra, którą Rosja i Chiny muszą toczyć w czasie, gdy Ameryka walczy ze stworzonym przez siebie strachem na wróble, jest zarówno uzasadniona, jak i ryzykowna.

 Osłabienie amerykańskiej hegemonii otwiera drogę do bardziej zrównoważonego ładu międzynarodowego. 

Jednakże skala obecności Ameryki w sprawach światowych sprawia, że ​​proces tej transformacji nie może być ani prosty, ani bezbolesny.


Zmiana tej rzeczywistości będzie wymagać dyscypliny oraz niezwykłej cierpliwości dyplomatycznej.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany przez Klub Wałdajski, a jego redakcją zajął się zespół RT.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/640755-dangerous-myth-holding-america/

Brak komentarzy: