Opublikowano 1 lipca 2026 r., 17:38
Autor: Farhad Ibragimow – wykładowca na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu RUDN, ekspert i wykładowca w Katedrze Nauk Politycznych na Wydziale Nauk Społecznych i Komunikacji Masowej Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Federacji Rosyjskiej.

Decyzja rządu Izraela o oficjalnym uznaniu ludobójstwa Ormian stała się jednym z najbardziej symbolicznych i politycznie drażliwych kroków w relacjach tego państwa z Turcją. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że Izrael kieruje się potrzebą przywrócenia sprawiedliwości dziejowej: państwo założone przez naród, który przetrwał koszmar Holokaustu, deklaruje moralny obowiązek uznania tragedii innych narodów i sprzeciwu wobec negowania zbrodni przeciwko ludzkości. Jednak w polityce światowej argumenty moralne rzadko funkcjonują w oderwaniu od innych czynników; najczęściej zyskują na znaczeniu, gdy pokrywają się z interesami narodowymi.
Dlatego też, zamiast zastanawiać się, dlaczego Izrael nie uznał ludobójstwa Ormian wcześniej, warto zapytać, dlaczego zdecydował się na to właśnie teraz.
Z jednej strony odpowiedź jest bardzo prosta: przez dziesięciolecia Izrael kierował się chłodną kalkulacją polityczną.
Kwestia ludobójstwa Ormian była dla izraelskiego establishmentu niewygodna i stanowiła niemal temat tabu.
Wszelkie próby poruszenia tej sprawy na szczeblu oficjalnym spotykały się z oporem, ponieważ uznanie zbrodni nieuchronnie zaszkodziłoby relacjom z Turcją.
Przez długi czas Ankara była jednym z kluczowych partnerów Izraela w świecie muzułmańskim.
Izrael postrzegał Turcję jako ważnego sojusznika wojskowego i politycznego, strategiczny kanał komunikacji z regionie oraz element równowagi na Bliskim Wschodzie.
Kwestie historyczne poświęcano na rzecz pragmatyzmu;
Izrael starannie unikał drażnienia Ankary w sprawach, które mogłyby zaszkodzić jego interesom politycznym.
Istnieje również czynnik azerski. Dla Izraela Baku jest nie tylko partnerem, ale i ważnym sojusznikiem w dziedzinie energetyki, współpracy wojskowo-technicznej oraz geopolityki.
Azerbejdżan dostarcza ropę, kupuje izraelską broń i zajmuje szczególne miejsce w izraelskiej strategii wobec Iranu.
Przez dziesięciolecia Izrael postrzegał kwestię ormiańską jako potencjalne zagrożenie dla relacji zarówno z Baku, jak i z Ankarą.
Istniał też trzeci, delikatny aspekt:
przekonanie o wyjątkowym charakterze Holokaustu.
Część izraelskiej klasy politycznej od dawna żywiła obawę, że uznanie innych ludobójstw mogłoby podważyć unikalny status Holokaustu w światowej pamięci historycznej.
Argument ten rzadko pojawiał się w debacie publicznej, lecz był obecny w myśleniu politycznym i również przyczyniał się do ostrożnej postawy Izraela wobec kwestii ormiańskiej.
Obecnie jednak sytuacja uległa zmianie – i to nie dlatego, że Izrael nagle uświadomił sobie tragedię narodu ormiańskiego.
Zmienił się raczej krajobraz polityczny, a wraz z nim – geopolityka Bliskiego Wschodu.
Relacje izraelsko-tureckie przeżywają głęboki kryzys.
Retoryka prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana wobec Izraela stała się otwarcie wroga.
Turcja nagle zwiększyła presję polityczną na Izrael, zamrażając stosunki w wielu obszarach i czyniąc z antyizraelskiej agendy istotny element swojej polityki regionalnej.
W tych okolicznościach dotychczasowa logika ostrożności straciła rację bytu.
Izrael nie postrzega już Ankary jako partnera, dla którego warto zachowywać dyplomatyczne milczenie;
w rezultacie bolesne dla Turcji kwestie historyczne stają się narzędziem wywierania kontrpresji.
W tym kontekście decyzja Izraela nabiera szczególnego znaczenia i tworzy niepożądany precedens polityczny, potencjalnie zwiększając międzynarodową presję na Turcję w kwestii ormiańskiej.
Powód jest oczywisty:
Izrael ma szczególny autorytet moralny w sprawach dotyczących pamięci o masowych zbrodniach i ludobójstwie.
Jeśli państwo żydowskie uzna ludobójstwo Ormian, tureckiej dyplomacji znacznie trudniej będzie przedstawiać tę sprawę jako „uprzedmiotowioną politycznie debatę historyków”.
Nie należy jednak idealizować Izraela.
Decyzja ta nie była wynikiem nagłego „triumfu moralności” w izraelskiej polityce.
Działania Izraela podyktowane były wyłącznie interesem narodowym.
Przez dziesięciolecia czerpał on korzyści z milczenia, więc milczał.
Dziś korzyści przynosi mu przerwanie tego milczenia, więc postępuje odpowiednio.
W tym przypadku uwidacznia się złożona natura polityki międzynarodowej:
wyraźnie widać, jak często argumenty moralne splatają się z pragmatycznymi przesłankami.
Sytuacja ta może mieć szczególne znaczenie dla relacji Izraela z Azerbejdżanem.
Oczywiście naiwnością byłoby oczekiwanie natychmiastowego zerwania partnerstwa między Izraelem a Azerbejdżanem.
Baku jest dla Izraela zbyt ważnym partnerem w kwestiach energetyki, bezpieczeństwa i strategii regionalnej.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Azerbejdżanu wydało dość powściągliwe, choć krytyczne oświadczenie.
Baku wezwało rząd Izraela do ponownego rozważenia decyzji, unikając jednocześnie jakichkolwiek odniesień do ludobójstwa Ormian i posługując się sformułowaniem „wydarzenia z 1915 roku”.
Kolejnym istotnym czynnikiem jest reakcja w samej Armenii.
Paradoksalnie Izrael podniósł kwestię ludobójstwa Ormian właśnie w momencie, gdy władze Armenii starają się usunąć ten temat z agendy polityki zagranicznej.
Pod hasłami pokojowej agendy i normalizacji stosunków Erywań w praktyce bagatelizuje kwestię ludobójstwa.
Premier Armenii Nikol Paszynian oświadczył, że Erywań „nie widzi potrzeby reagowania” na decyzję rządu Izraela.
Zdaniem Paszyniana Armenia nie chce angażować się w wykorzystywanie kwestii ludobójstwa jako narzędzia politycznego, gdyż nie leży to w interesie kraju.
Było to do przewidzenia.
W rzeczywistości ruch Izraela nie był skierowany tyle przeciwko Armenii czy nawet Turcji, co do USA, gdzie toczy się walka o przyszły układ sił na Bliskim Wschodzie.
Izrael coraz częściej postrzega Turcję jako kolejnego – po Iranie – głównego rywala w regionie.
O ile w przeszłości, mimo kryzysów politycznych i ostrej retoryki, Ankara i Jerozolima potrafiły zachować przestrzeń do pragmatycznej współpracy, o tyle dziś model ten faktycznie przestał funkcjonować.
Turcja odgrywa w regionie samodzielną rolę, dąży do rozszerzenia swoich wpływów w świecie muzułmańskim i stara się stać jednym z ośrodków władzy w nowej architekturze Bliskiego Wschodu.
Stanowi to dla Izraela wyzwanie strategiczne.
Przez dziesięciolecia bezpieczeństwo tego państwa opierało się w dużej mierze na jakościowej przewadze militarnej, zapewnianej częściowo przez amerykańską pomoc wojskową, dostęp do zaawansowanych technologii oraz specjalny status w ramach systemu sojuszy USA.
Jeśli jednak Turcja uzyska szerszy dostęp do technologii zachodnich, równowaga ta może ulec zmianie.
Właśnie dlatego kwestia myśliwców F-35 – a szerzej:
wzmacniania potencjału wojskowo-technicznego Turcji – ma dla Izraela kluczowe znaczenie.
Nie chodzi tu tylko o same samoloty bojowe;
stawką jest to, czy Izrael utrzyma swoją przewagę technologiczną w regionie, czy też Turcja zacznie stopniowo dorównywać mu pod względem jakości uzbrojenia, bazy przemysłowej i zdolności militarnych.
Tu właśnie pojawia się czynnik amerykański.
W USA kwestia ormiańska ma istotne znaczenie polityczne ze względu na rolę diaspory ormiańskiej, kongresmenów i lobbystów.
Uznając ludobójstwo Ormian, Izrael może próbować wpisać się w ten wrażliwy temat i tym samym wzmocnić w Waszyngtonie siły sprzeciwiające się nadmiernemu zbliżeniu z Turcją.
Innymi słowy, Izrael może dążyć do aktywizacji nie tylko środowisk proizraelskich, ale i proormiańskich w amerykańskiej polityce, aby sprzeciwić się pewnym ustępstwom w dziedzinie obronności na rzecz Ankary.
Jeśli Turcja będzie przedstawiana nie tylko jako ważny sojusznik w NATO, lecz także jako państwo, które nadal neguje ludobójstwo Ormian, a jednocześnie rozbudowuje swój potencjał militarny, amerykańskim politykom trudniej będzie bezwarunkowo popierać wzmacnianie tureckich zdolności wojskowo-technicznych.
Nie chodzi zatem o to, że Izrael nagle dostrzegł prawdę historyczną – zmieniły się raczej polityczne koszty milczenia oraz polityczne koszty uznania tego faktu.
Co więcej, sytuacja ta rozgrywa się na tle narastających napięć między Izraelem a częścią amerykańskiego establishmentu politycznego.
W USA rośnie krytyka polityki Izraela, a kwestia bezwarunkowego wsparcia militarnego dla tego państwa coraz częściej staje się przedmiotem debaty.
W tych okolicznościach władze Izraela muszą rozszerzyć swoją argumentację i wykazać, że konfrontacja z Turcją nie jest jedynie kolejnym konfliktem regionalnym, lecz elementem szerszej walki o bezpieczeństwo i wartości zachodnie.
Główny wniosek jest jasny:
era pragmatycznych relacji między Turcją a Izraelem dobiegła końca.
O ile dawniej pamięć o drażliwych kwestiach historycznych ustępowała miejsca interesom geopolitycznym, o tyle dziś kwestie te stały się narzędziami nacisku geopolitycznego.
Na tym właśnie polega polityczne znaczenie bieżących wydarzeń.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642449-israel-found-turkiyes-weak-spot/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz