autor: Tyler Durden
Rosyjski dron uderzył w magazyn amunicji Sił Obrony Ukrainy we wsi Myla w piątkowy wieczór, tuż na zachód od Kijowa. W wyniku pożaru i godzin wtórnych detonacji zginęło co najmniej 37 osób, raniły dziesiątki kolejnych, uszkodziły około 50 budynków mieszkalnych oraz dom opieki dla osób starszych i niepełnosprawnych, a setki osób musiały się ewakuować. Wśród zabitych był lokalny przywódca społeczności, który przyszedł z pomocą.

Serhii Okunev/AFP/Getty Images
W odpowiedzi prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski stwierdził, że umieszczenie magazynu broni obok cywilów było "strasznym zaniedbaniem". Pierwszy uderzenie, jak powiedział, uderzyło w magazyn przechowywany pociskami, minami, inną amunicją i dronami, które "zdecydowanie nie powinny tam być" – podczas gdy prokuratorzy w Kijowie wszczęli śledztwo karne dotyczące legalności przechowywania materiałów wybuchowych obok mieszkań cywilnych. To już drugi taki incydent w ciągu dwóch miesięcy. Lipcowy atak na magazyn w pobliskim Wyshneve spowodował podobne wtórne wybuchy, zgony i późniejsze zatrzymania dyrektorów państwowych firm obronnych.

Ministerstwo obrony Rosji poinformowało, że obiekt Myla zawiera komponenty i wzmacniacze do dalekosiężnych dronów. Zgłoszono także ataki na obiekty związane z pociskami manewrującymi Flamingo w regionie kijowskim oraz na porty w Mikołajowie i Izmailie. Twierdzenia w mediach społecznościowych, że Patriotzy byli tam przechowywani, pozostają niepotwierdzone przez oficjalne ukraińskie oświadczenia.
Jakiś pechowy facet został złapany w epicentrum wybuchu w magazynie amunicji w obwodzie kijowskim i wszystko sfilmował. Słychać wystrzały amunicji. Ukraińskie wojsko konsekwentnie używa cywilów jako żywych tarcz, ale wygląda na to, że Putinowi skończyły się... pic.twitter.com/HQmiphLNu4
— Gabriel (@GabeZZOZZ) 29 sierpnia 2026
Piątkowy wybuch nastąpił w trakcie wielodniowej rosyjskiej kampanii dronów i rakiet napędzanych odrzutowcami, która niemal nieprzerwanie wywołała alarmy powietrzne nad Kijowem i uderzyła w magazyny należące do sieci supermarketów, pocztów, detalistów i firm logistycznych. Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki powiedział dziennikarzom, że "mniej więcej mówiąc" około 90% infrastruktury logistycznej żywności wykorzystywanej przez duże sieci detaliczne (duże centra dystrybucyjne obsługujące sieci takie jak Fora, Silpo, NOVUS i Varus) zostało zniszczone. Mimo to Wysotskyi zapewnia, że nie spowoduje to głodu – ponieważ sieci przechodzą na droższe dostawy bezpośrednio od producenta "na kółkach". Jednak sklepy w Kijowie zgłaszają puste półki na warzywa, nabiał i podstawowe produkty.

Ostatni działający hipermarket Epicentr w Zaporożu również został uderzony w piątek rano, na kilka godzin przed wybuchem w Myli.
Obie strony systematycznie uderzają w logistykę i infrastrukturę komercyjną o podwójnym przeznaczeniu. Ukraina atakowała rosyjskie rafinerie, zakłady energetyczne oraz magazyny sprzedawców internetowych. Rosja odpowiedziała, atakując magazyny, które utrzymują ukraińskie sklepy w zaopatrzeniu. Obrona powietrzna Kijowa pozostaje ograniczona przez dobrze udokumentowany niedobór przechwytujących Patriot – jedynego systemu, który niezawodnie zatrzymuje rakiety balistyczne. Drony napędzane odrzutowcami dodały kolejną warstwę presji.
Rząd Zełenskiego przedstawił własne dalekosiężne uderzenia jako sposób na wymuszenie Rosji negocjacji. Bezpośredni efekt widoczny jest na przedmieściach Kijowa: kolejny źle położony magazyn amunicji gotowy obok cywilów, sieć logistyczna detaliczna, którą według ukraińskiego ministra zniknęła w 90%, a zima zbliża się. Śledztwo dotyczące tego, kto zdecydował się przechowywać materiały wybuchowe obok domów, opowie jedną część historii. Puste półki i syreny powiedzą resztę.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.zerohedge.com/geopolitical
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz